piątek, 1 czerwca 2012

Droga do pokochania samego siebie (2)

Nietrudno dostrzec, skąd się wzięło poczucie złego ja - pochodzi ono z nieumiejętności spełniania oczekiwań innych ludzi. Możliwe, że byleś wstydliwym, cichym dzieckiem, ale Twoi rodzice woleliby, żebyś był bardziej otwarty. Możliwe, że Twoi nauczyciele oczekiwali płynności wypowiedzi, ale Ciebie bardziej interesowała sztuka, muzyka i taniec. Bez względu na to zły ja istnieje jedynie w Twoim umyśle, nigdzie więcej. Rozwija się, gdy bierzemy do siebie to, że inni nas lekceważą i niedocenianą: "Co jest ze mną nie tak, że nikt naprawdę nie widzi i nie docenia tego, kim jestem?". Ten wzór został wprowadzony, gdy byliśmy bardzo młodzi: "Dlaczego moi rodzice gniewają się na mnie i mnie ignorują? Na pewno dlatego, że coś jest ze mną nie w porządku". To jedyny sposób, w jaki dziecko interpretuje lekceważenia czy nadużycia. W efekcie przestajemy lubić tego kogoś, kim jesteśmy: "Gdybym był inny, kochano by mnie i wszystko byłoby w porządku". W ten sposób wstyd, poczucie że nie jest dobrze być takimi, jacy jesteśmy zadomawia się w naszym ciele i umyśle. Wstyd jest bez wątpienia najbardziej bolesnym z wszystkich uczuć. Jest tak dlatego, że zaprzecza życiowej prawdzie, która głosi iż nasza natura jest sama w sobie piękna i dobra. Esencja ludzkiej natury jest wrodzoną czystością serca, które jest źródłem pozytywnych wartości takich jak miłość, troska, odwaga, poczucie humoru, mądrość, oddanie i siła. Dobroć serca, jako wrodzona jakość naszej natury jest bardziej fundamentalna od poglądów bycia dobrym czy złym, bazujących na cudzej akceptacji. To, że wątpimy w naszą wrodzoną dobroć i tym samym negujemy to, kim naprawdę jesteśmy powoduje, że wstyd nas paraliżuje. Sprawia, że układ nerwowy zostaje zmrożony i zablokowany. A ponieważ poczucie, że jesteśmy źli, jest tak bolesne że robimy wszystko co w naszej mocy by się go ustrzec. Tym sposobem zalewa nas strumień negatywnego myślenia - wewnętrzny krytyk. Jest to głos, który mówi, że nic co robimy nie jest wystarczająco dobre. Czeka na najmniejszy powód, by się wyłonić i zaatakować. Najłatwiej zaobserwować krytyka w działaniu przyglądając się sobie w lustrze. Jak reagujesz na twarz wpatrująca się w Ciebie? Jeżeli dostrzeżesz oznaki starzenia się, jak się do tego odniesiesz?Czujesz życzliwość i bezwarunkową akceptację wobec twarzy w lustrze? Czy też surowo się osądzasz za to, że nie dorastasz do pewnych standardów?
Jeżeli mógłbyś czytać myśli różnych ludzi, okazałoby się, że większość z nich krąży wokół jednego tematu: "Czy jestem w porządku czy też nie?". Właśnie takie myślenie sprawia, że nadmiernie przywiązujemy się do tego, że: "On/ona mnie kocha, on/ona mnie nie kocha". Jeżeli mnie kocha, to może ostatecznie jestem w porządku, odnoszę sukcesy, jestem atrakcyjny, silny, można mnie lubić i mogę czuć się dobrze w swojej skórze. Ale jeśli mnie nie kocha, wtedy zaczyna się piekło postrzegania siebie jako złego, kogoś niedoskonałego, nieatrakcyjnego, nieodnoszącego sukcesów, kogoś, kogo nie da się kochać, kto jest słaby. A wtedy nienawidzę i odrzucam samego siebie. 
Dlaczego pozwalamy krytykowi żyć w naszym wnętrzu i godzimy się na wszystkie bolesne tego konsekwencje? Ponieważ w dużej mierze nie zdajemy sobie sprawy z tego, że z natury rzeczy jesteśmy osobami które można pokochać, nie wierzymy że sami jesteśmy Miłością. Wierzymy natomiast, że musimy coś zrobić żeby inni mogli nas zaakceptować. Gdy czujemy się bezwartościowi, trudno dać się kochać nawet wtedy, kiedy miłość jest w zasięgu ręki. To, iż nie kochamy samych siebie sprawia, że innym trudno jest nas pokochać. Frustrując tych, którzy pojawiają się w naszym życiu sprawiamy, że się wycofują bądź nas opuszczają. A wtedy traktujemy to jako kolejny dowód na to, że coś jest z nami nie w porządku. To taka samospełniająca się przepowiednia. Czy już widzisz, że kręcisz się w kółko?
Akceptacja samego siebie, która uzdrawia nienawiść do samego siebie i usuwa uczucie wstydu jest rezultatem rozpoznania i docenienia tego, kim w rzeczywistości jesteśmy, naszej bezwarunkowej dobroci i naszego piękna w których poznajemy siebie jako coś zdecydowanie potężniejszego i bardziej prawdziwego niż wszystkie nasze poglądy na temat samych siebie.

Kiedy podejmiesz decyzję o pokochaniu siebie?

środa, 30 maja 2012

Każdego dnia zaczynaj na nowo

Początek każdego nowego dnia ma w sobie tyle obietnic. Daje szansę zaczynania na nowo. Cóż  z tego, że wczoraj zostało zmarnowane. Cóż z tego, że pełno w nim było niepokoju  i zmartwienia. Nawet jeśli wczoraj było całkowitą porażką, mamy nadzieję, by zacząć na nowo.
Dziś jest szansą odnowienia naszych  myśli  i czynów. Wczorajszego dnia nie ma, skończył się i nie można już zmienić wczorajszych zdarzeń. Jutra jeszcze nie ma. Ale dzis daje nam szansę dokonywania nowych wyborów i czynienia postanowień. Dziś jest pełne możliwości, ponieważ możemy zacząć na nowo, właśnie TERAZ.

Oto kilka możliwości, które mamy każdego ranka:

Ten dzień chcę przeżyć tylko dla niego samego. Ten dzień jest wszystkim, co mam.

Tego dnia postanawiam być szczęśliwa, zostawiłam wczorajsze smutki i martwienia się o jutro.

Wybieram szczęście, ponieważ wiem, że zależy ono od mojego wnętrza, a nie od rzeczy zewnętrznych.

Dziś będę się troszczyć o moje ciało poprzez ćwiczenia, właściwe odżywianie i nienadużywanie siebie. Dzięki temu będzie mi służyć przez cały dzień. Dziś kocham swoje ciało.

Dzisiaj akceptuję swoje uczucia jako integralną część mojej osoby. Dzisiaj okazuję im uznanie i szacunek.

Dziś ćwiczę swój umysł, wybierając myśli, które mnie inspirują, podnosza na duchu i sprzyjają mi.

Nauczę się przynajmniej jednej nowej rzeczy. Będę czujna i ciekawa wszystkiego, co dzieje się w moim świecie.

Dziś kocham swoje myśli.

Dzisiejszy dzień poświęcam doskonaleniu swej duszy - chcę zrobić przynajmniej Jeden dobry uczynek tak, by nikt nie wiedział, że to ja.

Dziś kocham moje serce.

Dziś nie będę nikogo porównywał ani oceniał, twierdząc, że jest zły lub nieodpowiedni. Poszukam natomiast piękna, miłości i dobra w każdej osobie i w każdym czynie.

Dziś chcę doświadczyć harmonii.

Dziś będę wdzięczna za cud życia, za ludzi w moim życiu, którzy uczą mnie tego, czego mam się nauczyć i którzy dają mi dobro.

Dziś celebruję każdą sytuacje, jako wielką szansę.

Dziś uczciwie wykonam wszystko, co trzeba, nie troszcząc się o rezultaty, tylko ze względu na sama czynność.

Dziś jestem twórcza i sprawna.

Dzis rezerwuję sobie czas tylko dla siebie; chcę kontemplować, medytować, by odnaleźć spokój wewnętrzny.

Cały czas należy dziś do mnie.

Dziś kocham tylko po to, żeby kochać.

Dziś jestem Miłością.

Dziś w pełnie wykorzytam każdą chwilę, każdą okazję, by uczynić życie szczęśliwszym dla każdego, kto pojawi się na mej drodze.

Dziś jestem towarzyszem życia we współtworzeniu.

To jedynie kilka propozycji - pozostawiam Twojemu wyborowi czym chcesz żyć w dniu Dzisiejszym.

sobota, 26 maja 2012

Droga do pokochania siebie samego (1)

Trudny temat jednak czas wyruszyć w tą drogę. Pierwsza część - zbadanie, jakimi uczuciami darzymy samych siebie.
Próżno szukać nadziei na uwolnienie się od morderczego uścisku uczucia rozżalenia, dopóki nie pozbędziemy się żalu najbardziej destrukcyjnego ze wszystkich mianowicie tego, który żywimy w stosunku do samych siebie.
Żal do innych, którzy nie traktują nas dobrze ani nie kochają właściwie lub żal do siebie o to, że się nie zasłużyło na miłość lub nie jest się jej wartym. Nienawiść do innych nie mogłaby się pojawić, gdyby nie było nienawiści do samego siebie. Jeżeli faktycznie czulibyśmy że jesteśmy w porządku, nie mielibyśmy żadnego interesu w traceniu cennej siły życiowej na żywienie urazy czy atakowanie kogoś. Potrzeba obwiniania innych wyrasta jedynie z tego, że sami czujemy się ze sobą nie do końca ok. Ma to swoje źródło w poczuciu, że inni tak naprawdę nas nie dostrzegają ani nie szanują. Podwaliną całej przemocy istniejącej na świecie, jest nienawiść do samego siebie.
Samo słowo "nienawiść" do samego siebie może brzmieć dla niektórych zbyt mocno. Powiedzą oni: "Może i mam wobec siebie pewne zastrzeżenia, ale nie mógłbym powiedzieć, że siebie nienawidzę". Jednak skoro w ogóle powątpiewasz, oceniasz czy krytykujesz siebie, oznacza to pewną niechęć czy awersję wobec tego, Kim Jesteś. Jeżeli z trudem przychodzi Ci spędzanie czasu samotnie, gdy nie rozprasza Cię praca, telefony, telewizja, komputer czy inne zajęcia, które odciągają Twoją uwagę od Ciebie samego, to również świadczyć może, że nie lubisz za bardzo przebywać z samym sobą i każda aktywność staje się odwróceniem uwagi.
Niestety trudność, którą sprawia Ci kochanie i akceptacja siebie samego, wpływa na  Ciebie dużo bardziej niż brak miłości ze strony kogokolwiek innego. Bez względu na to, czy w Twoim przypadku ta nienawiść jest niewielka, czy też ogromna, wpływa na to jak się czujesz i w jaki sposób doświadczasz swojego życia w każdej godzinie, każdego dnia. Wpływa na pojawiające się myśli, na Twoje wybory, działania, na to jakich partnerów wybierasz, jakie związki tworzysz, na relacje w pracy itp.  W naszej kulturze nienawiść do siebie samego jest jak epidemia, która obejmuje w jakimś stopniu niemal każdego, nawet tych, którym udaje się ją ukryć pod pozorem sukcesu czy dobrego wyglądu.
Pomyśl o tym chwilę!


czwartek, 22 marca 2012

Prawdziwa wartość

Przyszedłem do ciebie, mistrzu, bo mam ogromny osobisty problem. Czuję się tak mało dowartościowany, że wpadłem w depresję i nic mi się nie chce robić. Wszyscy mną pomiatają. Ciągle słyszę, że do niczego się nie nadaję, że nic mi dobrze nie wychodzi, że nic nie potrafię i jestem beznadziejny. Jak mam postępować, żeby to zmienić? Co mam zrobić, żeby ludzie mnie szanowali? - użalał się uczeń - Mówiłeś mi, że jestem zdolny i mądry, że będę "kimś", ale to okazało się kłamstwem.
Mistrz był czymś wyraźnie zajęty i nie patrząc na niego, powiedział: - Daj mi dzisiaj spokój młodzieńcze. Jestem bardzo zajęty swoimi sprawami i nie mogę ci pomóc. Najpierw muszę dać sobie radę z własnym problemem.
- No widzisz, ty też mnie ignorujesz - zauważył uczeń.
- Przyjdź może trochę później - zastanowił się mistrz i dodał: - A może chciałbyś mi pomóc? Mógłbym wtedy szybciej rozwiązać swój problem i zająłbym się twoją sprawą.
- Oczywiście mistrzu - niepewnie powiedział młodzieniec, obawiając się, czy podoła zadaniu, a jednocześnie czując ponownie odrzucenie z powodu odsunięcia jego potrzeb na później.
- Mam do spłacenia dług. Do jutra muszę oddać jednego dukata - ciągnął dalej mistrz - a nie mam pieniędzy. To jest mój problem.
- Ja też nie mam i ci nie pożyczę - wtrącił szybko uczeń.
- No cóż, trudno. Ale możesz mi pomóc inaczej - powiedział mędrzec. Zdjął przy tym pierścień z małego palca lewej dłoni i podał go młodzieńcowi mówiąc: Weź konia ze stajni i pojedź na targ. Sprzedaj ten pierścień. Pamiętaj jednak, abyś wytargował za niego możliwie jak najwięcej i nie zgadzaj się na cenę poniżej jednego dukata. Tyle mam oddać. Jedź szybko i wracaj z pieniędzmi.
Młodzieniec wziął pierścień, wskoczył na konia i pojechał na targ. Sprawa była tak prosta, że dziwił się, że mistrz nie może sobie z tym poradzić.
Na targu od razu zaczął oferować pierścień przy pierwszym napotkanym straganie. Handlarz patrzył i słuchał z zainteresowaniem do momentu, gdy uczeń wymienił cenę. Wtedy machnął lekceważąco ręką i odesłał go dalej. Inni kupcy reagowali podobnie. Kiedy tylko dowiadywali się, że chce za pierścień dukata, wybuchali śmiechem a niektórzy odchodzili. Najwięcej, ile młodzieniec mógł uzyskać, to dwadzieścia pięć miedziaków.
Pewien stary kupiec, zapewne z litości, był na tyle miły, że podjął się trudu wyjaśnienia mu, iż jeden dukat ma o wiele większą wartość niż jego pierścień. Ale kończąc swój wywód, też się uśmiechał. Ktoś inny, chcąc mu pomóc, zaoferował jednego srebrnika i worek ryżu, jednak młodzieniec, pamiętając pouczenia mistrza, nie przyjął oferowanej zapłaty. W miarę upływu czasu był coraz bardziej załamany. Zadanie wydawało się nie do wykonania.
Zaproponował kupno pierścienia chyba ponad stu kupcom, ale na nic. Przygnębiony i zupełnie załamany swoim niepowodzeniem wsiadł na konia i odjechał. Dużo by dał za to, aby móc ofiarować mistrzowi dukata  i uwolnić go od jego zmartwienia. Wtedy mógłby otrzymać radę i pomoc dla siebie. Podjechał pod chatę      i wszedł do środka.
- Mistrzu - powiedział - przykro mi bardzo, ale nie zdołałem uzyskać za pierścień żądanej przez ciebie sumy. Odwiedziłem prawie stu handlarzy i kupców. Najwięcej, co mi oferowano, nie przekraczało wartości dwóch czy trzech srebrników. Ale wiesz co? Stopniowo traciłem zapał i nie przekonywałem kupców wystrczająco dobrze. Przecież to nie jest uczciwe i wręcz niemoralne. Jak można kogoś oszukiwać i żądać tak dużo? Mówić że pierścień wart jest więcej, żądać za niego całego dukata, skoro wszyscy uważają inaczej?
- To, co powiedziałeś, jest bardzo mądre i bardzo ważne, młody przyjacielu - odparł mistrz, uśmiechając się. - Rzeczywiście, powinniśmy najpierw poznać prawdziwą wartość pierścienia. Wsiądź jeszcze raz na konia    i pojedź do starego jubilera na końcu miasta. Nikt lepiej niż on nie wyceni pierścienia. Powiedz, że ja cie przysyłam i że chcę sprzedać ten pierścień. Zapytaj go, ile jest wart i ile ci może zapłacić. Ale nie zważaj na jego propozycję kupna. Wróć z powrotem z pierścieniem.
Młodzieniec bardzo niechętnie wsiadł z powrotem na konia i pojechał. Stary jubiler starannie badał klejnot w świetle oliwnej lampy, patrzył na niego przez lupę, ważył pierścień na wadze i coś liczył na kartce papieru. Odłożył lupę i powiedział:
- Młodzieńcze, powiedz mistrzowi, że jeżeli zależy mu na tym, abym od razu kupił pierścień, to nie mogę dać mu więcej jak siedemdziesiąt osiem dukatów.
- Siedemdziesiąt osiem dukatów?! - wykrzyczał młodzieniec, nie mogąc opanować zdziwienia. Reakcję tę jubiler chyba źle odczytał, bo szybko dodał:
- Tak, wiem że to mało. Z czasem moglibyśmy znaleźć dobrego kupca i dostać za niego około dziewiędziesięciu.. stu - poprawił się - dukatów. No, ale jeśli to pilne, to dzisiaj tylko tyle.
Młodzieniec był rozentuzjazmowany. Pędził na łeb na szyję do mistrza, aby podzielić się z nim dobrą nowiną.
- Usiądź - powiedział spokojnie mistrz, wysłuchawszy go najpierw uważnie i ponownie nasuwając pierścień na mały palec lewej dłoni. - Ty również jesteś jak ten pierścień.
Jesteś skarbem, cennym klejnotem, jedynym w swoim rodzaju. Dlaczego budujesz własną wartość na podstawie opinii kogoś, kto tak naprawdę Cie nie zna? Szukaj w sobie.

środa, 7 marca 2012

(Nie) Przeszłość, (Nie) Przyszłość TERAZ!!!

Jeśli chcesz postępować trzeźwo i praktycznie, musisz przyznać, że ani przeszłość, ani przyszłość nie posiadają żadnej mocy, ponieważ nie możesz ich dotknąć, posmakować, poczuć, zobaczyć, powąchać ani też zareagować na nie. Praktycznie rzecz biorąc, przeszłość i przyszłość w ogóle nie istnieją. „Co proszę?” - zapytasz. „A co jest z tymi wszystkimi dobrymi i złymi rzeczami, które ukształtowały moje życie?! A co stało się z umiejętnościami, które nabyłem i bólem który znosiłem i ze wszystkimi moimi przeżyciami? A co stanie się z tymi wszystkimi sprawami, które na mnie czekają i na które powinienem się przygotować?” Wszystko, co masz w tej chwili, to wspomnienia o tych rzeczach, umiejętnościach, bólu i doświadczeniach. W teraźniejszości reagujesz na te wspomnienia, a nie na samą przeszłość. W obecnym momencie istnieją tylko wspomnienia i tylko wobec nich możesz zmienić swój stosunek. Możesz zmienić myślenie o tych rzeczach i dzięki temu ich oddziaływanie na twoje życie. Jeżeli chodzi o przyszłość - nikt nie wie, nawet najlepsze medium, co stanie się jutro czy pojutrze. Można wysnuwać logiczne wnioski lub intuicyjne hipotezy. Czasami prognozy zgadzają się, innym razem się mylimy, nigdy jednak nie da się przewidzieć zdarzeń dokładnie. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Jeżeli uważasz, że przeszłości nie można zmienić i że panuje ona nad teraźniejszością, wtedy łatwo wejdziesz w rolę ofiary i nie podejmiesz żadnych działań. Jeśli jednak potraktujesz przeszłość jako coś minionego, wtedy będziesz mógł swobodnie przeprowadzić pożądane przez siebie zmiany. Z kolei, gdy przyszłość potraktujesz jako z góry określoną i niezmienną, nie będziesz miał bodźca do zmienienia czegokolwiek we własnym życiu. Jeżeli zaakceptujesz kombinację przeznaczenia i wolnej woli, wtedy zastosujesz swoją wolną wolę wszędzie tam, gdzie uważasz to za możliwe. Dopiero gdy potraktujesz przyszłość jak niezapisaną kartę, wtedy pozwolisz sobie na spróbowanie wszystkiego.
„To, co widzisz i jak to widzisz, stwarza stan, w którym się znajdujesz i za pośrednictwem tego sposób twego zachowania. Oprócz tego duże znaczenie ma to, co i jak myślisz o danej sytuacji”.
Jeśli wierzysz, że można osiągnąć sukces, wtedy dzieją się trzy cuda:
1. Aktywowane są komórki mózgowe, które szukają możliwości!
2. Pobudzane są do życia komórki mózgu rozwiązujące problemy.
3. Związki chemiczne, które pobudzają zdecydowanie, dostają się do strumienia krwi.
Teraz jest chwlą mocy!

środa, 22 lutego 2012

Podstawowe pytania

Gdyby ktoś zapytał cię: "Kim jesteś?" Jakbyś odpowiedział? 
- Najprawdopodobniej podałbym swoje imię.
Co, jeśli osoba odpowiedziałaby: "Nie pytałem o podanie imienia. Zapytałem kim jesteś?"
- To umożliwiłbym jej moją identyfikację, podając na przykład prawo jazdy.
Co, jeśli osoba odpowiedziałaby: "Nie prosiłem Cię o identyfikację. Zapytałem kim jesteś?"
- Czego chcesz? Adresu? Mojego wykształcenia? Mojego zawodu? Mojego drzewa genealogicznego? Co chcesz wiedzieć?
- Chcę wiedzieć, kim jesteś.
W takim razie pozwól że zapytam Cię, czy kiedykolwiek zapytałeś się siebie: "Kim jestem?" Jeśli tak, jaka była twoja odpowiedź?
Wierzcie lub nie, po rodzaju stawianych pytań można określić rodzaj życia który prowadzisz. To dlatego, że twoje pytania wyzwalają twój własny zestaw odpowiedzi, który prowadzi do pewnych emocji, które następnie prowadzą do pewnych działań (lub też ich zaniechania). Jeżeli zadajesz sobie płytkie pytania, dostaniesz płytkie odpowiedzi. Jeśli zadać sobie pytanie, otwierające twój umysł, możesz zyskać o wiele więcej.
Pytania są kluczem do samoświadomości i rozwoju osobistego. Niech Cię nie zniechęca fakt, że długo zastanawiasz się nad odpowiedzią lub jeżeli nie znasz odpowiedzi na postawione pytania. Nasze umysły są nieograniczone. Fakt, że nie dostaniesz odpowiedzi od razu, nie oznacza że jej nie ma. Odpowiedzi są w twoim umyśle - tylko twój umysł jest jeszcze zbyt mglisty, ponieważ wcześniej nie zapraszałeś go do takich rozważań. Im więcej pytasz, tym bardziej twój umysł będzie się otwierał i zaczniesz otrzymywać odpowiedzi.
Pamiętaj też, że nie istnieje jedna ostateczna odpowiedź. Jest to ciągłe odkrywanie, podróż do wnętrza własnego Jestestwa.
Zatem: Kim Jesteś? 

poniedziałek, 20 lutego 2012

Jeśli twój sposób zarabiania na życie cieszy twoją duszę - to cu­downie...

Neal Donald Walsh - "O obfitości i godziwym zarobkowaniu"

Neale, tyle osób na świecie boi się rzucie posady w firmach, z obawy, że utracą źródło utrzymania - jedyne zabezpieczenie, jakie znają. Co byś im poradził?

Niektórzy rzeczywiście boją się rzucić swoje posady w firmach. Tkwią w pułapce, którą sami na siebie zastawili, ponieważ w ich mniemaniu, jeśli pozbawią siebie oparcia w firmie i zrezygnują z pozycji, którą takim kosztem osiągnęli, wszystko zostanie zaprzepaszczone. Lecz wszystko i tak zostało zaprzepaszczone, w przeciwnym razie nie chcieliby odchodzić. Naczelnym pytaniem więc nie jest co stracisz, gdybyś wyrzekł się swej pozycji, lecz co byś zyskał? A przede wszystkim dlaczego w ogóle nosisz się z zamiarem odejścia? Oto naczelne pytanie. Musimy tę kluczową kwestię rozstrzygnąć: Co sprawia radość naszej duszy? Jeśli twój sposób zarabiania na życie cieszy twoją duszę, to cudownie. Ale zapewniam was, że dotyczy to garstki ludzi na tym świecie. Większość wiedzie życie w cichej desperacji, robią to, co w swoim przekonaniu muszą robić, żeby przeżyć.
Jeśli zastanowić się skąd u nich myśl rozstania się z firmą, coś musi być nie w porządku z ich obecnym położeniem. Trzeba poszukać brakującego elementu układanki.
Dlatego poradziłbym ludziom przeżywającym taki dylemat to, co często mówię: wiecie, trzeba zrobić coś ze swoim życiem a nie tylko zarabiać na życie.
Dlatego poradziłbym ludziom, którzy czują, że tkwią w potrzasku: Zróbcie sobie sprawdzian. Napiszcie na kartce papieru: „pułapki, w jakich się znajduję. Opiszcie te pułapki: „Wykonuję pracę, która nie daje mi zadowolenia, ale jeśli ją rzucę, nie zdołam zarobić tyle, ile obecnie zarabiam i nie będzie mnie stać na te wszystkie rzeczy, jakie zapewniam sobie i osobom, które są na moim utrzymaniu". Zgoda? To jest pułapka. Następnie: „Co by się stało, gdybym wyrwał się z tej pułapki?". Potem po rozważeniu tego, co by się stało, gdybyś wyrwał się z tej pułapki, wznieś się o poziom wyżej. „Co by się stało, gdybym zrobił to tak czy siak?". Widzicie? Odkryjecie, że świat dalej by się kręcił i bez was. Wiele lat temu nauczyłem się niesłychanie istotnej rzeczy za sprawą pewnej nadzwyczajnej kobiety. Nazywała się Elisabeth Kubler-Ross. Znałem ją osobiście. Jechaliśmy kiedyś razem i powiedziałem, że naprawdę chcę coś zrobić, ale to wymagałoby rozstania się z moją obecną pracą i nie sądzę, abym się na to zdobył z wielu powodów, między innymi dlatego, że wiele innych osób było zdanych na mnie i moją pracę.
Elisabeth popatrzyła na mnie spokojnie i odparła z charakterystycznym ciężkim akcentem Szwajcarki:
- Rozumiem, a co twoim zdaniem zrobiliby ci ludzie, gdybyś jutro umarł?.
- To nie jest uczciwe postawienie sprawy. – odpowiedziałem - ponieważ ja najpewniej jutro nie umrę.
Spojrzała na mnie i powiedziała:
- Nie, ty już umierasz.
W tym momencie postanowiłem żyć. Postanowiłem żyć swoim życiem. I to była najdonioślejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem. I każdemu, kto czuje się uwięziony czy to w swojej pracy w firmie czy w każdym innym miejscu, zadałbym to pytanie: Jakiej części swego życia jesteś gotów się wyrzec? I o jaką część swego życia jesteś gotów się upomnieć? A gdy upomnisz się już o swoje życie, ile twoim zdaniem będziesz musiał oddać innym? Nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne, ale o radość i szczęście, jakie nosisz w duszy.